Jerzy Żurek: Działamy zespołowo i to przynosi efekty

5 października

Z wójtem Konopisk o trwającej kampanii wyborczej i mijającej kadencji rozmawia Adrian Biel.

Koniec kadencji to zawsze okazja do podsumowań. Jakie odczucia towarzyszą panu w tym kontekście? Czy dla gminy był to dobry czas?

Uważam, że bardzo dobry.

Chętnie wysłucham konkretów. Mógłby pan rozwinąć swój punkt widzenia?

Kiedy obejmowałem powierzony mi przez mieszkańców ster władzy, musiałem zmierzyć się z największym w historii naszej społeczności kryzysem wizerunkowym gminy. Okazało się wówczas, że mój poprzednik był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb bezpieczeństwa, a do tego kłamcą lustracyjnym. Opuszczał urząd wójta w niesławie i atmosferze politycznej zawieruchy związanej z tarciami z ówczesnym przewodniczącym rady gminy, którego rzutem na taśmę stronnicy wójta odwołali ze stanowiska. O Konopiskach pisało się wyłącznie w kontekście skandalu, który echem rozlał się po największych serwisach informacyjnych w kraju. Dla wizerunku gminy, jej marki, był to niebywały cios. Reputacja Konopisk runęła. Jak się również okazało, także w sferze gospodarki finansowej samorządu nie było kolorowo. Zadłużenie przekroczyło 17 mln zł. Pierwsze miesiące mojej kadencji to przede wszystkim była walka o stabilizację budżetu oraz właściwe dokończenie projektów, które zastałem. Istniało bardzo duże zagrożenie zwrotu całości przyznanych dotacji unijnych na budowę hali sportowej i kanalizacji z funduszu spójności. Na szczęście, dzięki konsekwentnej pracy wykonanej z całym zespołem współpracowników, udowodniliśmy, że jeśli się tylko chce i jest się do tego wystarczająco zmotywowanym, to można dokonać bardzo wiele. Wkład pracy jaki włożyliśmy w plan naprawczy sprawił, że wróciliśmy na dobre tory. Zarówno jeśli chodzi o kwestię dalszego rozwoju gminy jak i jakości zarządzania nią. I ten wysiłek został zauważony w ubiegłym roku w prestiżowym rankingu dziennika „Rzeczpospolita”, w którym nasza gmina uplasowała się na osiemnastym miejscu pośród gmin wiejskich w kraju. To dowodzi, że nie zawiodłem zaufania wyborców.

Wszystko wskazuje jednak na to, że przyjdzie się panu ponownie zmierzyć z poprzednikiem w tegorocznych wyborach. Pomimo kompromitacji jaką przed kilkoma laty zaliczył Jerzy Socha, były wójt o dziwo znów chce wrócić do gry.

No i to jest cały tragizm tej sytuacji. Nie mam wątpliwości, że mozolnie odbudowywany wizerunek samorządu Konopisk ponownie może ucierpieć. Media przedstawiając sylwetki kandydatów w głównej mierze skupią się na człowieku, który w ciężkich dla większości zwykłych ludzi czasach donosił na innych i brał jeszcze za to pieniądze. Tego nie da się wymazać z życiorysu. Niestety także z niechlubnych kart wydarzeń w naszej gminie.

Każdy ma prawo wziąć udział w wyborczym wyścigu. Wspomniany przykład doskonale to potwierdza. Taka jest polityka.

Na pewno? Dla ludzi bez kręgosłupa moralnego? Którzy kłamią, wprowadzają w błąd i oszukują? Czy uważa pan, że w przypadku jego hipotetycznego zwycięstwa, mając na uwadze obecną sytuację polityczną w kraju, ktokolwiek ze szczebla władz krajowych będzie chciał rozmawiać z agentem peerelowskich służb i do tego kłamcą lustracyjnym?

Tego nie wiem. Pytanie czy wyborcy poprą człowieka z taką przeszłością? Ale z drugiej strony chyba nie liczył pan, że przeciwnicy oddadzą pole bez walki? Na sesjach rady gminy czy ostatnich spotkaniach sołeckich raczej nie przepuszczali okazji, aby przy nadarzającej się okazji wbić panu przysłowiową szpileczkę.

Spór jest wpisany w proces zarządzania gminą i to naturalne zjawisko. Merytoryczna dyskusja zawsze powoduje pozytywny ferment. Konstruktywna krytyka jest wręcz przeze mnie pożądana. Z takiego sporu mogą się bowiem zrodzić rozwiązania, które zaowocują dobrymi pomysłami i rozwiązaniami dla społeczności. Nie ma w tym dyskursie zajadłości. Do tej sfery dopuszczalnej krytyki nie mogę zaliczyć jednak nasyconego wulgaryzmami hejtu, który pod płaszczykiem anonimowości niektórzy nienawistnicy uskuteczniają na forach internetowych.

No właśnie. Skupmy się może na tym bardziej pozytywnym aspekcie. Które z wprowadzonych przez pana rozwiązań szczególnie uwypukliłby pan mieszkańcom?

O odpowiedzialnym zarządzaniu już wspomniałem na początku. Do niewątpliwych sukcesów należałoby zaliczyć skokowe zmniejszenie zadłużenia gminy. Po półroczu tego roku wniosło ono około 10,5 mln zł. Spłata tych siedmiu milionów to moja inwestycja w budżetową stabilizację i finansowe bezpieczeństwo gminy. Redukcja długu nie spowodowała jednocześnie drastycznego spadku nakładów w majątek i liczbę wykonanych inwestycji. Modernizujemy drogi i szkoły, budujemy place zabaw, siłownie na świeżym powietrzu, odnawiamy strażnice OSP czy dofinansowujemy wymianę starych pieców. Inwestujemy w programy edukacyjne i społeczne. Trzy lata z rzędu nie mieliśmy deficytu budżetowego. Z własnych środków zainwestowaliśmy ponadto 32 mln zł. Zaczęliśmy współpracować w końcu mocno z powiatem, który wyłożył kilka milionów w modernizację infrastruktury drogowej będącej w jego zarządzie. Kolejnych prawie 10 mln zł zainwestuje na naszym terenie województwo. Zmieniamy i ulepszamy ciągle nasze sołectwa i otoczenie, w którym żyjemy.

Samorządowcy, zarówno ci gminni jak i ci z powiatu czy z sejmiku województwa, z którymi miałem okazję rozmawiać, często podkreślali, że negocjacje to pana specjalność. Mówili, że nie jest pan narwany, ale skuteczny. Taką opinię chyba miło słyszeć?

Umiejętność osiągania porozumienia jest niezbędna. Czasami rodzi się ono w bólu. Z większością radnych czy samorządowców z regionu bardzo dobrze mi się współpracuje. Każdy chce ugrać jak najwięcej dla swojej miejscowości. To jest zrozumiałe. Trzeba iść na kompromisy. Na podstawie uchwał absolutoryjnych, wypada mi stwierdzić, że radni akceptują obrany kierunek rozwoju. W ubiegłym roku nikt nie zawahał się w kwestii udzielenia mi absolutorium z wykonania budżetu. Za głosowali wówczas wszyscy radni. W tym roku, roku wyborczym, swą opozycyjność podkreśliły dwie osoby głosując przeciwko. Na piętnastu radnych. To chyba świadczy, że dobrze wykonuję powierzone mi obowiązki.

W kwestii transportu publicznego na terenie gminy był pan jednak nieprzejednany. Nie uległ pan presji jaką próbowały wywrzeć niektóre środowiska i ostatecznie zakończył pan współpracę z PKS-em.

To raczej PKS, reprezentowany przez ówczesny zarząd, doprowadził do tego, że ta współpraca stała się niemożliwa. Moim zadaniem jest zapewnienie mieszkańcom sprawnej komunikacji, tak by mogli bez problemu dotrzeć do pracy czy szkół. Stan niepewności, który wytworzył przewoźnik był tak duży, że musieliśmy szukać alternatywy. I to był nie tylko problem naszej gminy, ale większości okołoczęstochowskich samorządów. Osiągnięcie porozumienia, spełnienie oczekiwanych przez nas postulatów stało się nieosiągalne dla tej firmy. Stąd decyzja o utworzeniu gminnych przewozów pasażerskich i wyłonieniu operatora, na którego mamy wpływ, a przede wszystkim, który daje gwarancję pewności i ciągłości świadczenia usług.

Ale nie obeszło się bez perturbacji i pewnego poziomu napięć społecznych.

Każda tak diametralna zmiana rodzi obawy i napięcia. To naturalne. Nowe przewozy, nowa organizacja i rozkłady jazdy. Ludzie muszą najpierw poznać szczegóły, aby zaakceptować nowy model. A atmosferę wokół reformy podgrzewały i w dalszym ciągu to robią środowiska, którym wydawało się, że tym pekaesem mnie rozjadą. Wyszło na to, że nim ruszyli, to PKS uciekł im z terenu gminy, zostawiając mieszkańców, a swoich klientów na lodzie. Dobrze, że prace nad naszą komunikacją były wysoce zaawansowane i nowy przewoźnik mógł wcześniej rozpocząć świadczenie usług. Początkowo z przesiadkami, a od maja już z zapewnieniem bezpośrednich połączeń do Częstochowy. Oczywiście są jeszcze niedociągnięcia związane z rozkładami jazdy, ale sukcesywnie staramy się na wszystkie uwagi szybko reagować i udoskonalać cały system. Z opinii mieszkańców, które docierają do urzędu jednoznacznie wynika, że nowy przewoźnik bardzo dobrze wywiązuje się z obowiązków i spełnia oczekiwania swoich pasażerów.

Co jeszcze chciałby pan zrobić dla swojej gminy? Co w momencie ubiegania się o reelekcję chciałby pan zaproponować mieszkańcom?

Zawsze wychodziłem z założenia, że praca wójta to przede wszystkim satysfakcja z tego co udaje się zbudować. Zarówno w sferze namacalnej, jak i więzi międzyludzkich. Efekty infrastrukturalne kiedyś się zużyją, nieuchronność czasu jest przecież nieubłagana. Ciągle będzie coś do zrobienia, poprawienia czy wybudowania. Materialne potrzeby zawsze będą i będę się starał jak najlepiej wychodzić im zawsze naprzeciw. Nie chciałbym jednak, aby ktokolwiek poprzez prywatne wojenki zniszczył olbrzymią nić wzajemnego, międzyludzkiego porozumienia i zaufania, którą udało nam się stworzyć w gminie. Tego wielkiego kapitału społecznego. Funkcjonujemy jako jeden organizm, działamy zespołowo i to przynosi efekty. Zawsze podkreślałem, że tylko dialog jest szansą na to, by gmina w dalszym ciągu mogła się dynamicznie rozwijać, być przyjazną do życia i inwestowania.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Adrian Biel