Co się dzieje z częstochowskim PKS-em?

Pytanie o kondycję regionalnego przewoźnika, od kilkunastu dni zadają sobie wszyscy korzystający z usług tego przedsiębiorstwa. Kwestia ta spędza sen z powiek większości okolicznych samorządowców, na których ciąży ustawowy obowiązek zapewnienia mieszkańcom sprawnej komunikacji. To zadanie własne każdej gminy.

Od 4 września zaczął obowiązywać nowy rozkład jazdy, jednakże autobusy jeździły nieregularnie, a kursy częściowo były odwoływane. Zdezorientowani klienci spóźniali się do pracy lub nie mieli czym z niej wrócić. Uczniowie mieli problemy z dotarciem do szkół. Narastała frustracja, której upust dawano na facebook’owym profilu spółki. Przesycone negatywnymi emocjami komentarze na temat źle prowadzonej polityki informacyjnej i lekceważeniu konsumentów, można już liczyć w setkach.

Cztery dni później spółka wydała komunikat o zawieszeniu wszystkich tras dalekobieżnych, a nazajutrz zamieszczono listę kilkudziesięciu odwołanych połączeń weekendowych. W niedzielne południe 10 września, firma opublikowała oświadczenie, w którym można przeczytać, że zawieszenie kursów dalekobieżnych ma na celu polepszenie obsługi rynku lokalnego, a kursy nierentowne, wożące małą ilość osób, zostaną zlikwidowane.

Temat zawirowań w PKS Częstochowa został także poruszony na nadzwyczajnej sesji rady gminy, która odbyła się 6 września. Wójt Jerzy Żurek informował radnych, że od kilkunastu dni nie może się skontaktować z zarządem przedsiębiorstwa.

– Musimy być przygotowani na najgorsze, że nie wyjedzie żaden autobus – mówił. – Kontakt jest utrudniony. Nie wiemy co się dzieje, dlaczego nie wywiązują się z podpisanej z naszą gminą umowy. Szczątkowe informacje, które sami uzyskujemy, chociażby od kierowców, bardzo nas niepokoją. PKS już w sierpniu płacił kierowcom w transzach. Prowadzę rozmowy z innymi przedsiębiorstwami przewozowymi, by zapewnić transport mieszkańcom w wypadku realizacji najczarniejszego scenariusza – zakomunikował radnym wójt Żurek.

Jeden z przedsiębiorców świadczących usługi przewozu osób został nawet zaproszony na sesję w celu przedstawienia koncepcji organizacji transportu na terenie gminy. Po emocjonalnej dyskusji, radni zaapelowali do przedstawiciela wspomnianej firmy, aby taki projekt przygotował. Ma on być przedmiotem refleksji na posiedzeniach poszczególnych komisji.

Wójtowi udało się w końcu porozmawiać z prezesem PKS-u Arturem Piekaczem dwa dni temu, 13 września. Jakie zapadły na tym spotkaniu decyzje?

– Udałem się do siedziby firmy w szerokim gronie – relacjonuje Żurek. – Towarzyszyli mi burmistrz Blachowni, wójt Starczy oraz senator Ryszard Majer. Nasze samorządy mają podpisaną z PKS-em umowę, z której spółka przestała się wywiązywać. Chcieliśmy uzyskać wyjaśnienia oraz poznać odpowiedź na pytanie, jak ma wyglądać nasza dalsza współpraca? Czy będzie kontynuowana, czy też mamy szukać innych przewoźników. Przedstawiłem zarządowi spółki nasze stanowisko, w którym jasno zostało zakomunikowane, iż chaos, który był przez ostatnie kilkanaście dni nie może się powtórzyć. Ze swej strony zapewniłem ponadto, że nasza gmina chce tej współpracy. Nie chcemy rezygnować z usług. Wręcz przeciwnie, samorząd i mieszkańcy oczekiwaliby zwiększenia siatki połączeń, partycypując oczywiście w kosztach. Daliśmy zarządowi przedsiębiorstwu dwa tygodnie na przedstawienie nowego projektu rozkładów jazdy. Wtedy się nad nim pochylimy i podejmiemy decyzję – konkluduje wójt Konopisk.

Dlaczego kursy są odwoływane i co jest przyczyną powstałego chaosu?

– Przyczyna jest ogólnopolska, takie same problemy mają inne publiczne spółki transportowe – przekonuje Artur Piekacz, prezes PKS w Częstochowie. – Brakuje nam kierowców. U nas się ona szczególnie uwypukliła, bo wiąże się ponadto z budową autostrady. Przychodzą do mnie kierowcy żądając rozwiązania umowy o pracę w trybie natychmiastowym i mówią, że może wrócą za rok lub półtora po skończeniu pracy przy budowie autostrady. Nie jestem w stanie konkurować płacowo, gdyż tam otrzymują po 5-6 tys. złotych na rękę. Jak z dnia na dzień ktoś rezygnuje z pracy, to jakim cudem mam zapewnić obsługę linii? To nierealne, dlatego też odwołaliśmy wszystkie kursy dalekobieżne, by te moce osobowe przerzucić na trasy regionalne. A muszę zaznaczyć, że przygotowania do uruchomienia tych tras trwały kilka miesięcy, a szły trzy dni. Na przykład kurs Bydgoszcz–Częstochowa–Zakopane oraz Warszawa–Częstochowa–Zakopane. Bilety na te dwie trasy w ilości ponad czterystu sztuk (sprzedaż internetowa w czasie tylko dwóch dni poprzez stronę e-podroznik.pl – przyp. red.) mieliśmy wyprzedane do połowy października. Na dzień dzisiejszy jestem w stanie zatrudnić od ręki dziesięciu, nawet do piętnastu kierowców. Tyle tylko, że nie ma chętnych od razu w takiej ilości. Kierowcę zgłaszającego się do nas należy najpierw odpowiednio przeszkolić. Mam tu na myśli przede wszystkim transport osobowy, umiejętność obsługi bileterki, itd. Ale chętni są – twierdzi Piekacz.

Czy efektem ich rezygnacji nie są czasem kłopoty finansowe spółki? Wchodząc do biurowca, na drzwiach frontowych, rzuca się w oczy kartka z komunikatem do pracowników firmy. Można z niej wyczytać, iż z powodu trudnej sytuacji finansowej, pensje w tym miesiącu nie będą wypłacone w pełnej wysokości w jednej transzy. Do 12 września zaliczkowo pracownicy mieli mieć przelane po tysiąc złotych, natomiast pozostałą kwotę firma zobowiązywała się uregulować do końca miesiąca.

– O trudnej sytuacji mówi się już od kilku lat, a my jeździmy – uspokaja prezes. – Firma wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Pracownicy otrzymali pełne wynagrodzenia w sierpniu. Co do grosza. W tym miesiącu będzie podobnie. Prawdą jest, że w dwóch ratach, ale nie łamiemy tutaj żadnych przepisów. Sytuacja jest wyjątkowa, bo wszystkie elementy mają na nią wpływ. Brak pracowników to odwołane kursy, co oznacza mniejszą sprzedaż i wpływy. Ponadto mnóstwo pieniędzy dopłacaliśmy do tras nierentownych. Co więcej, prywatni przewoźnicy pozgarniali nam klientów, jeżdżąc po naszych trasach i przed naszymi autobusami. Proszę sobie wyobrazić, że było tak, że nasz „kierowca rekordzista”, który wykonywał z Częstochowy dwadzieścia kursów miesięcznie, w obie strony, przewiózł w tym czasie… trzech pasażerów. A my nie jeździmy małymi busikami, tylko pojazdami, które mogą zabrać czterdzieści, pięćdziesiąt osób i mają z tym związane duże spalanie paliwa. To jak to ma się bilansować? – pyta.

Jakie zatem działania naprawcze zamierza wdrożyć zarząd spółki?

– Kiedy obejmowałem prezesurę firma wykonywała 1,4 tys. kursów miesięcznie, z czego 80 proc. było nierentownych – mówi prezes PKS-u. – Moi poprzednicy bilansowali wynik finansowy sprzedając nieruchomości spółki, ale taki stan nie może trwać w nieskończoność. Nie możemy ciągle dopłacać. Trasy nierentowne zostaną zlikwidowane. Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo przyzwyczajone jest od kilkudziesięciu lat do tego, że pekaesy jeżdżą co pięć minut, bo jest to firma państwowa. Tyle tylko, że obecnie działa na zasadach komercyjnych, jako spółka akcyjna i nikt nam nie daje wsparcia finansowego, nie dorzuca pieniędzy, jak ich zabraknie w kasie. Do ludzi to nie dociera, bo niejednokrotnie słyszę stwierdzenia typu, a co mnie to obchodzi ile pan dopłaca? Przykro mi z tego powodu, ale nie pełnimy już funkcji misyjnej. Ludzie muszą to zrozumieć. Jak nam się trasa nie opłaca, nie będziemy jeździć. Pod warunkiem, że nie mamy podpisanej umowy i dopłat do biletów czy wozokilometra z samorządami – tłumaczy.

Ile jest takich umów? Jak przekonuje Artur Piekacz, na ten moment sześć. Chodzi o gminę Konopiska, Blachownię, gminę Starcza, Kamienicę Polską, Mstów i Mykanów.

Jaki pomysł ma zarząd przedsiębiorstwa na gminę Konopiska?

– Odbyłem spotkanie z wójtem Jerzym Żurkiem – relacjonuje przedstawiciel przewoźnika. – Do 27 września mam przedstawić projekt połączeń i siądziemy do rozmów w tym zakresie. To ważna i dochodowa dla nas gmina. Mamy kogo wozić, większość kursów jest dochodowych. Będą zapewne korekty kursów, ale postaramy się, by nasza konkurencja w tej gminie nie rozwinęła skrzydeł – zapewnia.

Co jednak z pasażerami przez ten okres i jak będzie wyglądać organizacja rozkładu jazdy?

– Od 11 września jeździmy planowo. Nie ma zawieszeń, są drobne przesunięcia, ale nie w godzinach porannego szczytu. Wszystkie dzieci na pewno dotrą na zajęcia. Pragnę przeprosić naszych klientów za wynikłą sytuację. Informacja faktycznie kulała, ale staramy się wyciągnąć wnioski i wyeliminować niedociągnięcia. Konieczną transformację musimy jednak przeprowadzić – podkreśla prezes Piekacz.

Piotr Biernacki, fot. PKS Częstochowa